Od studenckiej ławki do konspiracji
Przyszedł na świat w 1918 roku w Wilczyskach-Jeżowie, w rodzinie, która nie odgradzała go od świata polityki. Naukę pobierał w Bobowej i Nowym Sączu, a później trafił na studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim.
To właśnie w Krakowie, jeszcze jako student, związał się z młodzieżowym ruchem socjalistycznym spod znaku PPS. Polityka pociągała go nie jako rozrywka intelektualna, lecz jako sposób działania.
Wojna przewróciła te plany do góry nogami. Po klęsce wrześniowej Rysiewicz znalazł się we Lwowie, pod okupacją sowiecką, i przez krótki czas patrzył na komunizm z pewną sympatią. Wystarczyło jednak kilka miesięcy obserwacji sowieckiej rzeczywistości, by te złudzenia rozwiały się bez śladu.
Wrócił do Małopolski jako człowiek, który dobrze wiedział, czego nie chce. Z tym bagażem doświadczeń wszedł w struktury konspiracyjnej PPS-WRN w Krakowie.
Od 1940 roku zaczął tkać sieć podziemia w rejonie Chrzanowa, Oświęcimia, Białej i Żywca. Była to praca żmudna i niebezpieczna, polegająca na łączeniu ludzi, którzy musieli sobie ufać, choć często się nie znali.
Organizował także przerzuty polskich żołnierzy i zagrożonych działaczy przez granicę na Węgry. Każda taka trasa wymagała przewodników, kryjówek i pieniędzy, a każdy błąd kończył się aresztowaniem lub śmiercią.
Oczy zwrócone ku Auschwitz
Bliskość obozu w Oświęcimiu sprawiła, że Rysiewicz zrozumiał wcześniej niż wielu innych, co dzieje się za jego drutami. To on zainicjował systematyczną obserwację KL Auschwitz oraz zbudowanie sieci pomocy więźniom, która przy okazji zbierała informacje o niemieckich zbrodniach.
Wiadomości te nie miały zostać w szufladzie. W ramach Komitetu Pomocy Więźniom Obozów Koncentracyjnych utrzymywał łączność z obozem, organizował ucieczki i przekazywał raporty władzom polskim na uchodźstwie.
Gdy w Nowym Sączu uwięziono Jana Karskiego, kuriera, który później miał poinformować świat o Zagładzie, to właśnie Rysiewicz przekazał wiadomość o jego pojmaniu. Informacja ta pomogła przygotować uwolnienie kuriera. Czasem jedna depesza znaczyła więcej niż cała akcja zbrojna.
Po aresztowaniu Józefa Cyrankiewicza Rysiewicz objął ważne funkcje w krakowskiej PPS-WRN i pokierował redakcją pism konspiracyjnych. Jednocześnie nie porzucił myśli o uwolnieniu towarzysza, który znalazł się w Auschwitz.
Podejmowano plany jego wydostania, choć żaden z nich nie zakończył się powodzeniem. Próby te ciągnęły się miesiącami i miały kosztować Rysiewicza najwięcej.
Broń, dokumenty i ratowanie życia
Działalność "Teodora" nie ograniczała się do bibuły i wywiadu. Współorganizował akcje zbrojne Gwardii Ludowej WRN w Krakowie, a najgłośniejszą z nich stało się zniszczenie urzędu pracy przy ulicy Lubelskiej w 1943 roku.
Atak na dokumentację oznaczał konkretny ratunek dla ludzi przeznaczonych na roboty do Niemiec, bo spalone papiery przestawały być wyrokiem. Dywersja miała tu wymiar jak najbardziej praktyczny.
Najtrudniejszą próbą człowieczeństwa była jednak pomoc Żydom uciekającym z gett i obozów. Rysiewicz zapewniał im kryjówki, fałszywe dokumenty, żywność i leki, a także trasy przerzutowe na Węgry.
Każda z tych rzeczy wymagała ludzi gotowych ryzykować życie, bo za pomoc Żydom groziła kara śmierci. Za tę działalność został pośmiertnie uhonorowany medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.
Koniec przyszedł 24 czerwca 1944 roku w Ryczowie. Rysiewicz zginął podczas przygotowań do kolejnej próby wydostania Cyrankiewicza z Auschwitz. Paradoks losu chciał, że człowiek, którego usiłował ocalić, przeżył wojnę i zrobił po niej karierę polityczną.